poniedziałek, 30 maja 2016

GEOpyra Spacerowym Lasem


Będzie krótko.
W sobotę 28-ego maja 2016 r. zebraliśmy się na stacji Poznań Gówny:  FK69, TomekZyZuzialol i ja.
W Kobylnicy dobili YoloPrzemolo i Xiankowaty01
W Mogilnie zaszczycili nas dołączając Gammera i Leito76
Na trasie złapali nas Filip500 i tomsok3
8 rowerów i czerwony Fiat PitStop. 
Trasa: Poznań - Mogilno - "Spacerowy Las" - Trzemeszno - Poznań;
Dystans: 80 km;
Zbiory: 126 keszynek (przynajmniej u mnie)

Ps. Cóż opowiadać?!?! Nie wymaga komentarza, jak sądzę. Dziękuję kompance i kompanom za doborową kompaniję a Wy obejrzyjcie co pozostało w naszej pamięci:

(polecam wybrać wysoką rozdzielczość na pasku vimeo)


udash
sześćdziesiątydziewiąty

piątek, 27 maja 2016

GEOpyra na falach Radia Emaus


60 stadiów (ok. 11 km) od Jerozolimy, przy starym trakcie rzymskim, istniało kiedyś małe miasteczko - Emaus. GEOpyra w wąskiej reprezentacji również podążyła do Emaus, choć tego znacznie bliżej, położonego w centrum Poznania. Dzięki uprzejmości red. Anny Jasińskiej i zaangażowania 1/7 PGC-Team w osobie Joanny udało się na falach rozgłośni zapoznać szersze grono radiosłuchaczy ze zjawiskiem geocachingu. Oczywiście skupiliśmy się głównie na naszym wielkopolskim terenie i tym, co ciekawego u nas do zrobienia. Nie omieszkaliśmy również przedstawić keszowania w ujęciu statystycznym. To najlepiej odzwierciedla nasz stopień zaangażowania i tego, co się dzieje. Postanowiliśmy audycję przeznaczyć dla Mugoli opowiadając o tym co? jak? gdzie? kiedy? i w zasadzie wytłumaczyć po co keszujemy. Od czegoś trzeba zacząć, a od czego innego, jak nie od GEOelementarza? Zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy mogli posłuchać audycji, zatem zapis rozmów znajdziecie:

TUTAJ1 -pierwsza część rozmowy;
TUTAJ2 - druga.
 
Jak widać materiał zgrabnie został pocięty na bloczki i wkomponowany w ramówkę popołudniową.
Mamy nadzieję, że nasze zajęcie spotka się z życzliwym przyjęciem przez słuchaczy oraz że dzięki audycji przybędzie do naszego grona kilku geokeszerów, tym bardziej, że wiosenna, majowa pogoda sprzyja wycieczkom poza własny ogródek i wyjściu w teren. Dziękujemy za zaproszenie do studia i zainteresowanie się tym, co robimy na co dzień oraz naszą GEOpyrą.
Ps. Rzecz jasna Pani Redaktor Anna postanowiła założyć konto i udać się już niedługo w najbliższą okolicę w celu wiadomym...
dzięki Joanna
dzięki Anna
udash
sześćdziesiątydziewiąty

niedziela, 22 maja 2016

"Zwiedzamy COŚ"

Tak tak, tym razem poznański geokeszeszer tomek2102 postanowił zorganizować event pod tytułem "Zwiedzamy COŚ", coś co już na odległość było wyczuwalne przez nasze nosy.
To tytułowe COŚ - to Centralna Oczyszczalnia Ścieków w Koziegłowach.
Chętnych, chcących dowiedzieć się jak od kuchni wygląda droga naszych nieczystości, zaczynających się w naszych łazienkach a kończących w naszych kranach było bardzo wielu. Bez kozery napiszę, że przybyło około 40 osób i warto tu nadmienić, że nie przybyło wielu stałych bywalców z różnych powodów a już na pewno nie z braku chęci.

Nie chciałbym wymieniać z nicków kto był, ponieważ nie chciałbym kogokolwiek ominąć, zaznaczę tylko, że można było spotkać niektórych geomaniaców po raz pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni.
Inicjatywa tomka2102, a mianowicie spotkanie w takim miejscu było genialne. Większość z nas zwiedzała już to miejsce za czasów szkolnych, lecz jak wiadomo postęp idzie z czasem i wiele się tutaj zmieniło - oczywiście na lepsze, co nie zawsze bywa regułą.
Zgodnie z planem o godzinie 11.00 spotkaliśmy się na parkingu "COŚ". Mieliśmy 30 minut aby się przywitać, wpisać do logbooka, dostać eventowe drewniaczki i oczywiście na geopogaduchy.
Dalsza część eventu, to zwiedzanie ogromnego kompleksu oczyszczalni w towarzystwie pani przewodnik, która posiadała przeogromną wiedzę na temat funkcjonowania miejsca, które mają ogromny wpływ na nasze codzienne życie.
Zaczęliśmy od budynku, w którym znajdowało się serce oczyszczalni a mianowicie centrum dowodzenia. Spotkaliśmy się przy makiecie obiektu, gdzie w najdrobniejszych szczegółach pani przewodnik opowiadała gdzie, co, skąd i dokąd się udaje.
Powiem szczerze, że przerosło mnie to wszystko, bo tak naprawdę człowiek nie zdaje sobie sprawy skąd chociażby mamy czystą wodę w kranach.
Wykład trwał dość długo i chyba tylko najwytrwalsi doczekali jego końca. Reszta zwiedzających chciała wreszcie zobaczyć i poczuć te kupy !!!
I się doczekali, po mega owocnym opowiadaniu, pani przewodnik zabrała nas do zdecydowanie najbardziej nie pachnącego miejsca, gdzie składuje się to i owo.
Oczywiście wyglądało to niecodziennie ale już większość z nas wiedziała gdzie zaczyna się droga naszych nieczystości. Dlaczego większość ??? Nie byłbym sobą gdybym nie zaprezentował naszych drogich geokeszerów, którzy nie odważyli się wejść i poczuć to "COŚ" uśmiechając się do nas z oddali, zakrywając oczywiście swoje noski.
Oj śmiechu było dużo włącznie z tym, że padła propozycja aby przeliczyć osoby, czy aby na pewno wszyscy wyszli z pierwszego hangaru.
Dalsze zwiedzanie było już trochę bezpieczniejsze. Nasze nosy odpoczęły ale widoki dalej zapierały dech w piersi.
 
Pani przewodnik cały czas opowiadała, końca nie było widać. Potrafiła odpowiedzieć na każde zadane Jej pytanie odnoście brudnej wody, filtracji, przepływów, odpływów itp.
Były momenty, że przez chwilę wyobrażaliśmy sobie, iż jesteśmy w jakiejś bazie kosmicznej, z tym że nie wiem, czy tam też tak nosy wykręca.
Podsumowując.........event baaaaaardzo udany, baaaaaardzo pożyteczny ale najbardziej cieszę się z tego, że tak młody geomaniac jakim jest tomek2102, potrafi wpaść na pomysł i organizację spotkania właśnie w takim miejscu. Cieszy, że temat przewodni spotkania zainteresował zarówno starych, jak i młodych.
Dzięki Geocachingowi, znowu jesteśmy mądrzejsi o kolejne ważne sprawy dotyczące naszego codziennego życia.
Zwiedzanie z wykładem trwało około 1,5 godziny i zakończyło się wspólnym zdjęciem, które na stałe będzie nam przypominać, że człowiek uczy się całe życie.
Chciałbym  w imieniu wszystkich zwiedzających, jak i swoim podziękować serdecznie pani przewodnik, za przekazanie nam niesamowitej wiedzy o funkcjonowaniu tego obiektu. Z ręką na piersi obiecujemy, iż w miarę naszych możliwości będziemy ją przekazywać kolejnym pokoleniom.
Tomaszu, na Twoje ręce składam podziękowania za kolejną lekcję.  Ktoś, kto potrafi zebrać ludzi w jednym miejscu, w tym samym czasie i w dodatku zainteresować ich przewodnim tematem, jest WIELKI !!!!!!!
Kłaniam się nisko, SZACUNEK !!!!
Do zobaczenia na kolejnym evencie !!! Dbajcie o siebie i o innych !!!!!!
Ps. Już w czasie trwającego eventu, nasz organizator postarał się o niespodziankę i odkrył 14 nowych keszynek na terenie Koziegłów.
Zdjęcia: tata tomka2102
              leito76
 

sobota, 21 maja 2016

GEOmajówka w Górznie

Górzno. 

Mekka polskich geocacherów. 

Nie gdzie indziej, a właśnie tam odbyła się seria eventów, na których celebrować można było Majówkę 2016.
CITO, 3 eventy i cała masa keszy (co widać na zdjęciu po prawej) to było coś, co sprawiło, że nasza GEOpyrowa ekipa złożona z KasjopeiRumiegoPLLiiska oraz mnie, Zuzialola, ruszyła tam swoje cztery litery z odległego 250 km Poznania :D

Teraz, z nieco małym opóźnieniem, ale zawsze, przedstawię z tej wycieczki relację ;) W nieco innej formie - filmowej formie, jest ona dostępna także TUTAJ. Serdecznie zapraszam do obejrzenia i dzięki wielkie Liiskowi za przygotowanie tego rewelacyjnego materiału ;)

Dzień 1.
sobota, 30.04.2016

Obudziliśmy się o nieludzkiej godzinie 3:00, żeby zdążyć na zapowiedziany na 9:30 event CITO - Sprzątamy Górzankę. A CITO nie było to byle jakie, bo połączone ze spływem kajakowym. Około godziny 4 wyruszyliśmy w drogę. Minęła ona szybko i w fajnej atmosferze, bo jakby inaczej z taką zacną ekipą. Do Górzna dotarliśmy o 8:30, tak więc była jeszcze godzinka na znalezienie kilku keszyków. Po zapoznaniu się z Górznieńskimi skryteczkami czas był się stawić na odprawę przed spływem. Stawiliśmy się więc, choć niestety bez Rumiego, który poszedł w tym czasie na miasto. I popłynęliśmy! Kasjopeja jednoosobowym kajakiem, a ja z Liiskiem dwuosobowym. Rzeczka łatwa do przekajakowania nie była, non stop były jakieś przeszkody, ale wg mnie to tylko dodawało uroku całemu spływowi. Co z tego, że trzeba było czasem nawet wyciągać kajaki i przenosić je nad zwalonymi drzewami, zabawa była :) Mniej więcej w połowie drogi zatrzymaliśmy się na przerwę przy wiosce Ruda. Nie spodziewałem się szczerze, że na przerwie będzie się można napić kawy/herbaty i zjeść ciasto. Ale jednak, mniam mniam.
Spływ trwał sporo godzin, śmieci było tyle co nic, ale z pustymi rękami stamtąd nie wyszliśmy :) Były także, rzecz jasna, rzeczne kesze do podejmnowania z kajaków, takie jak ten.

Po kilku godzinach pływania, wymęczeni, ale pełni satysfakcji, wyszliśmy na brzeg i co zobaczyliśmy? Kogo zobaczyliśmy? A zaledwie kilka osób, bo dotarliśmy na miejsce jako trzeci (hihihi)! Taki tam drobny sukces. Poczekaliśmy, wysuszyliśmy całe brudne i przemoczone ubrania i w końcu ekipa się zebrała i ruszyliśmy podstawionym busem z powrotem do Górzna.

Na miejscu mieliśmy zaledwie godzinę na ogarnięcie się i już musieliśmy pędzić na Wystawę "Wokół Geocachingu", gdzie można było obejrzeć wielgachne kolekcje certyfikatów FTF, drewniaczków, TravelBugów i czego dusza zapragnie. Rumi już do nas dołączył z powrotem. Naprawdę było co oglądać, zwłaszcza że dorzuciliśmy od siebie tam jeden z bez wątpienia najlepszych eksponatów - naszą przepiękną flagę GEOpyry.

Od razu po zwiedzeniu wystawy nadszedł czas na zwieńczenie tego szalonego dnia, czyli ognisko w Hajduczku o 21. Można było odpocząć, wszamać kiełbachy, napić się Pepsi i spokojnie pogadać z wieloma fajnymi ludźmi. Od tego czasu wiem, że nie ma nic lepszego niż ognisko pod koniec dnia.

Wreszcie przyszła pora na powrót do naszego "hotelu" w szkole i położenie się do łóżka o 24 znalezienia bogatsi i czekając na...

Dzień 2.
niedziela, 01.05.2016

Kolejny dzień geocachingowej przygody rozpoczęty od poranego EVENTU, podczas którego, tym razem bez Liiska, zwiedzaliśmy rezerwat Szumny Zdrój i pobijaliśmy rekordy rodzajów keszy w jednym dniu (earth, event, letterbox, tradycyjny, zagadka, multi). Fajnie było pooddychać sobie świeżym powietrzem. Organizator co jakiś czas robił konkursy z pytaniami, podczas jednego z nich udało mi się wygrać koszulkę i płytę!!! (Przecież wiadomo, że te sosny miały 200 lat, a nie 180 czy 150. Strzelałem rzecz jasna, ale się udało:D)  Gdy już rezerwat calutki obcykaliśmy, po Liiska do miasta podjechaliśmy, czas był najwyższy zrobić to, co każdy keszer w Górznie powinien - lecieć na Skarby Lasu. Przynajmniej według mnie. Według reszty trzeba było jeszcze zjeść obiad... W ferworze keszowania o tym zapomniałem. No to co mieliśmy robić, pojechaliśmy na ten obiad. Ale, rzecz jasna, nie byle gdzie, bo do Leźna, gdzie odbywał się piknik, Majówka na Wesoło. Wesoło rzeczywiście było, chociaż nie dla samochodu (dojazd pt. korzenie i kamienie). Grochóweczka zjedzona, zjazd na torze saneczkowym odbyty (tak, był tam tor saneczkowy, i to za 3 zł). Najwyższa pora, żeby bez żadnych wymówek ruszyć na Skarby! Samochodzik się nieźle przysłużył. Podział zadań:

- Kasjopeja nawiguje
- Rumi prowadzi (perfekcyjnie)
- Liisek i ja wyskakujemy po kesze i wpisujemy

W taki sposób to objechaliśmy około 100 keszy, maskowania bez przerwy się powtarzające, ale fajne. O wiele lepsze niż pet wciśnięty w krzaki. Nie ma co się rozpisywać, wszystko takie same, dało się szukać bez GPS na zasadzie przejechania stu sześćdziesięciu metrów i wypatrywania charakterystycznego maskowania. W końcu nas dopadły ciemności, mówiące: "Wracajcie! Wracajcie! Już nic więcej nie znajdziecie!". No to wróciliśmy. Znalezień w niedzielę 118. Na szczęście jest jeszcze...

Dzień 3.
poniedziałek, 2.05.2016

Dzień, którego połowę musieliśmy przeznaczyć na powrót do rodzinnego Poznania. Jednakże tą drugą połowę. Tą pierwszą więc wykorzystaliśmy, hmm, produktywnie :) Żadnego eventu w tym dniu już nie było, więc co mieliśmy robić, jak nie Skarby Lasu! Tempo mieliśmy nader szybkie, więc po kilku godzinach udało nam się trzasnąć 94. kesza. W tymże momencie musieliśmy niestety już wracać do domu, żeby zdążyć przed zmrokiem. Udało nam się.

Podsumowując,
wszystkie aspekty tego wyjazdu wspominam bardzo miło, eventy, ludzi, kesze... Na pewno wybierzemy się tam również za rok ;) Wpadło nam w łapy 236 keszy. Tak wygląda teraz nasza mapka :)


Dzięki wielkie mojej ekipie oraz wszystkim obecnym wtedy w Górznie keszerom, do zobaczenia za rok! A jakby ktoś zapomniał o filmie, to gorąco zapraszam do obejrzenia TUTAJ ;)


Zuzialol

piątek, 20 maja 2016

Geopyra na tropie przygody

Jakiś czas temu udash sześćdziesiąty dziewiąty zapytał mnie, czy nie udzieliłabym wywiadu na temat naszej zabawy. Jak wiecie udashowi trudno odmówić :-) Wywiad miał się ukazać w kwartalniku Wyższej Szkoły Bankowej "Żebyś wiedział". I tak też się stało :-))

  

Skontaktowała się ze mną przesympatyczna pani redaktor Aleksandra Bigaj, z którą porozmawiałyśmy sobie na temat geocachingu.

Zapis tej rozmowy możecie przeczytać w bieżącym wydaniu "Żebyś wiedział". Kwartalnik dostępny jest bezpłatnie w Wyższej Szkole Bankowej.
Tym, którzy mogą mieć utrudniony dostęp do szkoły polecam zajrzeć  

niedziela, 15 maja 2016

GEOpyra piknikuje w Forcie

Tym razem sobotnie popołudnie zaplanował nam poznański geokeszer duck-alePL. Na Piątkowo o godzinie 15.00 nadciągnęło całe stado wygłodniałych (w przenośni i dosłownie) skrytkoszukaczy. Twórca Eventu zorganizował go na jednym z poznańskich fortów Twierdzy Poznań, ściślej na obiekcie oznaczonym symbolem Va. Skoro  byliśmy i widzieliśmy a są tacy co nie zaznali tej przyjemności, to w dwóch zdaniach przedstawię historię tego miejsca:

"Obiekt oryginalnie nosił nazwę Zwischenwerk Va i był jednym z 18 fortów wchodzących w skład Twierdzy Poznań. Znajduje się na jednym z północno-poznańskich osiedli, tj. oś. Bolesława Chrobrego. Zbudowany został w latach 1887–1890. Fort otrzymał nazwę Bonin na cześć Eduarda von Bonin. W 1931 zmieniono patronów na polskich a Fort Va otrzymał imię generała Ludwika Mierosławskiego. W nocy 13/14 lutego 1945 podczas bitwy o Poznań, oddziały 246 pułku piechoty szturmowały trzy poznańskie forty, m.in. fort Va... cdn."

Nie ma to tamto. Dość wojny. Wracamy na event. 


Myślałem, że w pierwszej kolejności geopyrowicze wezmą się za kiełbę i inne dobra. Pomyliłem się. najpierw postanowili zwiedzić labirynt i przejść w samo(a) serce fortyfikacji. Mieli zwiedzać około 20 minut a przebrnięcie korytarzy i wysłuchanie opowieści przewodnika zajęło im bez mała 1,5 godziny (!!!). Nie zrelacjonuje opowieści Pana Oprowadzacza bo mnie tam nie było. Tym co o forcie wiem podzieliłem się z Wami kursywą. Dobra lekcja SzalonejHistorii i świetny hart ciała, sądząc po trzęsących się po wyjściu z czeluści keszerach. Myślę, że ze środka fortu wygonił wszystkich głód dóbr wszelakich pod uginającym się stołem, kije czekające na nadzianie kiełbas i inny rodzaj głodu. To niewątpliwie głód spotkania i niekończących się pogaduch o tym co nas spala czyli geocachingu. Ten przebił wszystkie głody.

GŁÓD nr 1, zwany żołądkowym. Na stole można było znaleźć wszystko czego dusza zgłodniałego keszera zapragnie: smalec z kamionki (od zaprzyjaźnionego rzeźnika), ciasta domowej roboty (z tego co wiem Aleks też miał swój wkład, przesiewając mąkę), kawa, sosy własnego wyrobu, ogóry w wielkim słoju,  napoje i pyszny chleb. Jednym słowem uczta dla oczy i pustych brzuchów (po drodze jeszcze zadowolone kubki smakowe).

GŁÓD nr 2, zwany geokeszerskim. Z tego co się rozejrzałem i umysł zarejestrował na event przybyło około 50 ludzkich stworzeń i dwa psie. Czyli pokaźna gromadka urwisów. W prezencie od Organizatora, z koszyczka, każdy otrzymał okazjonalnego drewniaka, którego wypalono w ilości 55 sztukasów. Unikat kolekcjonerski wzbogacił nasze eventowe drewniaczki jako 21-szy z kolei. na uwagę zasługuje niewątpliwie logbook oryginalnego pomysłu zrobiony z ... nieważne z czego bo prezentował się jak fort, który ma wszystkie forty pod sobą. Nazwijmy go umownie logAGDbookiem. Czwórka GEOpyrowiczow pod wodzą Valentinazerodwa udała się podjąć spoczywającego w pobliżu kesza poświęconego właśnie temu miejscu. Bardzo cieszy również to, że udało się ugościć również keszerów, którzy nie zawitali do tej pory na żadne ze spotkań. Mamy nadzieję, na ich kolejną wizytę przy okazji zbliżających się wydarzeń.


Może jeszcze dwa słowa w ramach uzupełnienia historii tego miejsca:

"...Podczas bitwy o Poznań Fort poddał się ostatni - po 12 godzinach."

My po trzech. Ale jakich!!!! Dziękujemy całej rodzince Aleksa za takie nas ugoszczenie a kto nie był ten ma czego żałować. Więcej takich spotkań (mamy już nawet pomysł!!).

Ps. Miejsce to jest jest mi doskonale znane od lat 80-ych, gdyż jam wychowan w okolicach. Jednak zwiedzałem je wtedy w zupełnie innych celach i odmiennych okolicznościach bo o keszach, GPSach i komórkach wtedy jeszcze nikt nie słyszał. O internecie nie wspomnę.

za tydzień zwiedzamy COŚ w Koziegłowach
 udash
 sześćdziesiątydziewiąty

wtorek, 3 maja 2016

GEOpyra podbija PRDP - Pierścien Rowerowy Dookoła Poznania

INSTRODAKSZYN 
Pomysł przyszedł miesiąc temu. Trzeba zrobić COŚ. To COŚ okazało się, że stoi za rogiem, właściwie to "leży" a ściślej "się ukrywa". Właściwie to ciężko tak stwierdzić, że "za rogiem" bo trasa jaką mieliśmy przebyć wiedzie dokładnie po obwodzie "prawiekoła" i pokrywa się ściśle z projektem rowerowym funkcjonującym już od roku 2001. Wtedy to Pierścień Rowerowy Dookoła Poznania stał się faktem jako element 9cio elementowego Wielkopolskiego Systemu Szlaków Rowerowych a pierwsi rowerzyści zmierzyli się z tym wyzwaniem.

Oto link pod którym znajdziemy szczegóły. 

W zeszłym roku 1/3 Aune92Team (Bartas) i PiotrMichał wpadli na pomysł pokrycia 173 km trasy skrzynkami geokeszerskimi. Obwód Pierścienia został przez drugiego z duetu obliczony, wymierzony i podzielony na 22 odcinki, szybciutko rozdysponowane pomiędzy chętnych do współpracy keszerów z Wielkopolski. Po obsadzeniu części projektu keszami i przy okazji I urodzin GEOpyry Pierścień został on częściowo "odpalony" zachęcając zbieraczy do wyjścia w teren.
Na dłuższy trip rowerowy zdecydowali się oprócz mnie TomekZy i Faud. FK69 planowała również jechać ale zdecydowała zostać ze względów zdrowotnych. Scenariusz wyjazdu (start i koniec) ewaluował do ostatniego dnia bo do końca Założyciele publikowali kolejne fragmenty by utrudnić nam życie. Dzień przed wyjazdem decyzja o doborze trasy była jasna: start - Złotniki w północnej części Poznania i kręcimy zgodnie ze wskazówkami zegara czyli pod prąd patrząc na numerację skrzynek. "Pod prąd" okazało się być "pod prąd".

 SOBOTA (30 kwiecień)

Godzina 8.30, krzyżówka ulic Obornickiej i Łagiewnickiej (okolice ostatniego kesza PGC Team: PRDP #184). Pogoda idealna: 15 stopni, słonecznie, wiaterek  boku i nie upierdliwy. Obładowani jak bułgarski wózek z arbuzami kierujemy się przez poligon w stronę Biedruska. Po drodze jedni zbierają a inni wykańczają odcinek Zuzialola. Połowe miałem / połowę nie. Pierwsze logi lądują na serwerze geocaching.com by wzbogacić nasze statsy. Po kilkunastu minutach kotwiczymy u Leito76, który akurat strzegł granic co nie przeszkodziło mu by znaleźć czas na kilkuminutową bajerkę. Czas na dwa kółka. Odpalamy cały osprzęt i dzida na most w kierunku skrzynek Pidgorów. Wielki szacun za maskowanie !!! Dojeżdżamy do Zielonki po dłuższym "bezkeszowym" odcinku. Tu niespodzianka - w miejscu gdzie w zeszłym roku robiliśmy Pierwsze urodziny GEopyry. Dołączamy i podsmażamy kupioną wcześniej kiełbę. Pycha. Po paru kilometrach smakuje jak trufla (nie wiem jak smakuje trufla ale tak się chyba mówi). Dziękujemy za pośrednictwem bloga Sebastianowi - gospodarzowi imprezy.


Następnie startuje atak członków wyprawy na pochowane skrzyneczki. Komu brakowało ten logował Valetina02 aż do Dąbrówki Kościelnej gdzie w centralnym miejscu sioła czekają Filip500 i Łucznik z kluczem imbus#10 robiąc za fachowy PitStop. Od czego ma się kumpli rozumiejących zagadnienie "misji". Dzięki chłopy - nóżka wytrzymała do końca bez problemów. Udajemy się kosić odcinek Filipa aż do Wronczyna gdzie keszami wita nas trail Escapera. Część zbiera całość, część tylko brakujące po reaktywacji. Rumaki zipią pod tyłkami a bagażniki uginają się pod dobrem wszelakim.Od namiotu po śpiwór od wałówy po butlę z gazem. Przyda się. Kilometry ociekają z pod opon, ramy trzeszczą, Powerbanki ładują elektronikę aż uśmiech sam się robi. Chwila później wizyta i pierwsze logi w świeżych keszach Sell'a.
Tu pauzujemy. Zaczyna się robić późno i czas najwyższy na poszukanie jakiegoś noclegu. Wpadamy nad Jezioro Góra koło Promienka. Od razu wiadomo, że plaża koło zwalonych drzew będzie nasza tej nocy. Rozkulbaczamy rumaki, wiążemy powrozami ramy, rozbijamy obóz i bierzemy się za kolację w oparciu o "co kto ma" plus grilla. Za nami 58 km orki głównie po bezdrożach (34 sztuki nacięte na kolbie). Kolacja, elementy higieny i do śpiworów.


NOC Z SOBOTY NA NIEDZIELĘ

Zasłużyła na osobny rozdział. 3.30 w namiocie jasno jakby UFO wylądowało. Wydawało się , że leciało metr od namiotów. Rozbiliśmy się tuż obok polnej drogi zjeżdżającej do jeziora, ta fakt. UFO przeleciało a za chwilę śmiech, rozmowy, rozgardiasz, browary i ląduje kolejne UFO tuż obok naszej bazy potem trzecie i czwarte. Rozespani uświadamiamy sobie ze zjechało pół parafii na pochlanie i wędkarskie  inne przedsięwzięcia. Rano okazali się bardzo mili, grzeczni, rodzinni. Pogadali i o wszystko pytali. Grunt, że bezpiecznie. Uff... (przepraszam za złą jakość zdjęcia UFO).


NIEDZIELA (1 maj)
Śniadanie. Dobre, pożywne, kaloryczne i popite kawą. Zwijamy obozowisko, suszymy namioty i skręcając w lewo łapiemy kolejne skrzynki. Pod górę, rozgrzewając tym samym powoli rowery do bezawaryjnej dalszej walki. Po kilku kilometrach dopada nas Gammera, który przyjechał pokeszować ale autem. Towarzyszy nam na długim odcinku bartasa.pl pomagając zbierać skrzyneczki.
Robi się popołudnie i trzeba obmyśleć plan dalszej wycieczki. Siadamy przed sklepem w Gowarzewie. Przeprowadzamy solidne liczenie kilometrów i skrzynek. O serwisach nie wspomnę. Finalnie Faud wraca do Poznania wieziony przez Gammerę a wraz z Nim rower na dachu Gammerobusa. Dobra robota, Faud!!! To były męczące, szutrowe i polne kilometry. Do następnego razu. Rozstajemy się.
Tomek i ja zostajemy na drodze machając chłopakom. Przed nami 110 km i dziesiątki skrzynek plus serwis mojego odcinka. Kiepsko z czasem. Tomek i ja zacieśniamy tempo mając w perspektywie dojechanie do Złotnik. Przed Kórnikiem podbijamy i serwisujemy kesze piotramichala.
Po rozkulaniu naszych dwóch kółek mijamy Kórnik a po lewej Zespół Parkowo - Pałacowy i ostro w prawo. Działamy teraz u Ankorna na zachód od Kórnika. Andrzej, szacun za wywożenie przeciwnika w las maskowaniami!! Krótka narada: co z planem? (!). Decyzja: wskakujemy na teren Wielkopolskiego Parku Narodowego. Właściwie od wjazdu z Mosiny to wchodzimy spacerowym tempem pod dość pokaźną górę. Z przystankiem w punkcie widokowym.docieramy na łąkę gdzie rozstawiamy gary bo ciśnienie spada, kalorie niezbędne: jemy obiad.


Oczywiście królewski. Puchy z karkówką, flaki, kawę i słodkie. Narodzeni na nowo siodłamy wierzchowce, klapiemy pod grzywą i prosimy je o podwózkę. Przelatujemy przez park ekspresowym tempem w poszukiwaniu początku traila GeoGrabek. Cóż za pomysłowe skrzyneczki!

W czasie czynności czesząco - nawigujących niespodziankę robi nam 1/2 Teamu Właścicieli odcinka czyli Piotr. Zadowoleni ze spotkania gnamy do końca robiąc jedynego na trasie letterboxa. Tu przyodziewamy wierzchowce w niezbędne o tej porze oświetlenie biało - czerwone. Opuszczamy okolice Niepruszewa i wpadamy na serwis mojego odcinka (TomekZy zalicza całość). Teraz jedynie 15 km, kilka niedobitych keszy PGC po drodze a co cieszy najbardziej to w końcu jazda po asfalcie. Znajome tereny. Prędkość osiągamy ponaddźwiekową. Około 23.00 i w absolutnych ciemnościach zajeżdżamy na punkt rozpoczęcia tej morderczej trasy. Pamiątkowe zdjęcie zrobione przez niezbyt trzeźwego przechodnia, wizyta na stacji i rozjeżdżamy się do domów w poczuciu dobrze spełnionego, keszerskiego obowiązku.

Wiem, że zrobić w dwa dni PRDP dla kogoś kto nie ma na trasie zaliczonych już odcinków będzie w zasadzie poza zasięgiem, choć jak znam GEOpyrlandzkich rowerzystów szybko mogą mnie wyprowadzić z błędu.


PODSUMOWANIE:
PRDP zamknięty ilością 179 km., w dwóch jednodniowych sesjach razem w 26 godzin i 20 minut w siodełkach ze średnią prędkością 8 km/h.

Faud:
- 63 zdobyte skrytki
- Przejechane 77km (57km + 20km);
TomekZy:
- 68 keszy złapanych na trasie;
- Nakulane 211.59 km;
- 1 spektakularna gleba i koło do centrowania.
udash69:
- 101 skrzyneczek;
- 197 km (66km + 131 km).

Ps. Zdjęć skrzyneczek celowo nie publikuję. A niech szukają!!
dziękując Faudowi i TomkowiZy
sześćdzisiątydziewiąty

czwartek, 28 kwietnia 2016

SBB_TEAM się chajta*!!!

Czwartek. Godzina 19.00. Przybywamy wcalespóźnieni do Rosarium na poznańskiej Cytadeli. Tam już przy ostatnich promieniach zachodzącego słońca spotkanie trwa w najlepsze - Honeymoon 4 End. Powód?? Niebanalny i chyba pierwszy taki na wielkopolskiej ziemi. 23 kwietnia SBB_TEAM (#1302) czyli Barbarrrra i Sebastian Brylscy wstąpili w związek małżeński. Ów event (czwarty z kolei) był kończącym ich poweseelny Tour po Polsce i organizacji spotkań z keszerami w związku z tym Ich osobistym wydarzeniem. Pomysł świetny i oryginalny. Jako, że event już czwarty, poprzedziły go:
Honeymoon 1 START w Lublinie (27.04.2016 r.);
Honeymoon 2 w Warszawie (27.04.2016 r.);
Honeymoon 3 w Łodzi. (28.04.2016 r.)

Daty eventów wstawiłem nieprzypadkowo. Organizatorzy mieli co robić. 4 spotkania w odległych miejscach w ciągu dwóch dni. Niewątpliwie: szacun na dzielni!!
GEOpyra pojawiła się w licznym, trzydziestoosobowym składzie. Baaaaaardzo cieszy takie spotkanie tym bardziej, że podszyte grubszą sprawą. SBB przygotowali piękne okolicznościowe drewniaki dla uczczenia wydarzenia (na focie), które z chęcią wkładamy do  naszych opasłych kolekcji. Oczywiście żeby nie pozostać krewni równie bogato zostali obdarowani przez naszych kolekcjonerów woodów :-) w m.in. kartkę z życzeniami (dzięx Koliber).


Czuję się w obowiązku ale i zaszczycony mogąc w imieniu swoim i GEOpyry złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia na nowej drodze i podziękować za uwzględnienie Wielkopolski w napiętym grafiku objazdowym. 
Dodam tylko, że Bastek i Basia 6 września 2014 uczestniczyli w pierwszym rowerowym evencie w trakcie którego narodziła się idea powołania do życia obecnie  jakże  sprawnie i przyjaźnie funkcjonującej GEOpyry. Właściwie wszyscy, którzy wtedy nam towarzyszyli zostali przy geocachingu (Suavisy, Ejbry, Leity, Destroye, Wantscy, FK, Boni i Klajt...) . Dziękujemy i szerokiej drogi do Choszczna!!!
Ps1: zdjęcie obok ma już ze dwa lata. 
Ps2: "Hajtać się" czy "chajtać się"? Wszelkie wątpliwości rozwiewa słownik PWN.
udash
sześćdziesiątydziewiąty

wtorek, 26 kwietnia 2016

Lajkonik na poznańskim Rynku?!?

Wtorek. Niby początek tygodnia, czas na zajęcia uczniowsko - procownicze a tu taka miła niespodzianka. Dla nas i dla Organizatora eventu: Krakus w Poznaniu. Przerywamy, więc codzienne zajęcia, zbieramy tyłki, zakładamy przeciwdeszczówki i udajemy się w okolice jednej z czterech rynkowych fontann by spotkać się i pogadać co na geościeżkach słychać. 
Na taki pomysł wpadł publikując event mieszkaniec Krakowa: semaprint (#5443). Co ciekawe w wielkopolskich eventach to to, że nijak nie można doszukać się jakiejkolwiek zależności pomiędzy pogodą a liczebnością zebranych. Nie wiem jak gdzie indziej ale jadąc z Piątkowa wycieraczki zmagały się z ostrym deszczem. Na miejscu pogodnie i ani kropli. Fuksik. GEOpyrlandczycy nie zawiedli. Grunt to dobre nastawienie i przyjazna atmosfera.Cieszy niezmiernie fakt, że na spotkania przybywają kolejni geokeszerzy którym, sądząc po logach, inicjatywa stanięcia "twarzą w twarz" z innymi przypada do gustu. Na dowód podsyłam zdjęcie (poniżej) na którym uśmiechnięte twarze są najlepszym dowodem na moje słowa. Mamy nadzieję, na częstsze takie spotkania. 


Założyciel otrzymał od nas kilka fantów dla upamiętnienia wizyty w stolicy Wielkopolski a w zamian podarował nam swoje wooooody. Bardzo dziękujemy (myk i w segregator - !!! - na wieczną pamiątkę - !!!). Również kilka innych drewniaków wpadło do pudełka z "żetonami". Za wszystkie dziękujemy.  
Najmniejszy uczestnik eventu Ignaś (1/7 teamu PGC) zawiązał nową znajomość z Panami w niebieskich mundurach patrolującymi teren (chyba wzięli nas za oflagowane, nielegalne zgromadzenie). Wytłumaczyliśmy powód spotkania i odtąd byliśmy najbezpieczniejsi pod zbierającymi się znów, wiszącymi,  ołowianymi chmurami. (Proszę zwrócić co trzyma w prawej ręce Pan Ignacy.) 
Panom Policjantom życzymy spokojnej służby i jak najmniej interwencji (obiecali zajrzeć na bloga) a Semaprintowi  owocnego pobytu i jak najmniej DNF-ów.

Ps. WWalenciak kropnął się o godzinkę i niestety zabrakło Jego i eventowego krokodyla (do zobaczenia we czwartek). Valentin02 był. Ktoś jednak musiał fotkę machnąć i nie przypozować - stąd Jego brak.
udash
sześćdziesiątydziewiąty