niedziela, 30 lipca 2017

Sailor's Summer Picnic

ISTOTNE!!! Kliknąć
przed czytaniem

Była godzina 15.30 (istotne!!!). Leżąc na sofie i dłubiąc w nosie lewą ręką (bo prawą się witam) pomyślałem: do 18tej jeszcze kawał czasu. Zjem sobie obiad, skończę oglądać koncert Bukartyka, zejdę do piwni, wyjmę rower, pojadę w kierunku spotkania, coś tam zakeszuję bo i dzień szykuje się specjalny, pogadam, siorbnę koli i wrócę. W zasadzie czasu mam jak rusek wojska. Przerzuciłem się zatem na drugą dziurkę i pomyślałem, że zerknę jeszcze kto się zalogował i czyim (oprócz Gospodarzy) towarzystwem pocieszę się trochę. Nagle STRZAŁ!!!! Event jest o 16.00 (niezwykle istotne!!). Paniora 10, gacie przez głowę, noga w rękaw, buty odwrotnie i zapomniawszy gadżetów ale pamiętając o fladze dzida na MALTĘ!!!!
Slimaki39
Wielkopolskim keszerom duetu Suavis&Jarod (#2489) przedstawiać nie trzeba. To właśnie Oni dla nas 15 lipca 2017 roku zaaranżowali spotkanie. "Zaaranżowali"?!? Z pietyzmem i sobie tylko właściwą starannością stworzyli Sailor's Summer Picnic. Spotkanie o tematyce marynarskiej. W najbardziej marynistyczny zakątek Poznania czyli nad Maltę przybyło około trzydziestu zapaleńców poszukiwania pochowanych pudełek. Każdy z przybyszów otrzymał od Organizatorów przepięknie zapakowanego woodcoina i tyciflaszkę rumu na czarną godzinę. DZIĘKUJEMY!!! oczywiście Suavis nie byłaby Suavis gdyby nie ugościła nas przepysznym tortem, którego kawałki ochoczo rozdawał zebranym Jarod. Tort jak zawsze tematyczny z żaglówką mknącą po lekko wzburzonych falach. PRZE-PY-SZNE!! Pojawiło się również piwo Bosman, kosz pełen niespodzianek (owity wymownie mapą świata), samodzielne wypiekane kruche ciacha w kształcie ryb i żaglówek (FK69 niech się oblizuje), które podobno (jak nadała Agnieszka) wypiekał Jarod a wszystko to jakże by inaczej na kocoobrusie przyozdobionym małymi statkami i linami do ćwiczenia węzłów marynarskich.
Nie ukrywam, że ostatnią godzinę spędziłem na rozglądaniu się i oczekiwaniu na parostatek albo inny Dar Czegośtam wypływający z okolic Cybiny. SZA-CUN! (Nie chcę być niedyskretny ale stawiam flaszke, że Jarod miał figi w kotwice). Taki rzeczy tylko u nas i tylko przez Nich. BTW: przy okazji eventu zajwili się na Wielkopolskiej ziemi SBBTeam wraz z półtoramiesięcznym bobasem. Bobas (choć jeszcze nie kuma bazy) ma już swój nick: Mathilda2017PL. Najmłodszy keszer wśród geopyrowiczów. Zawitał również ventorinurek. Miło było spotkać. Oprócz wspomnianych w evencie uczestniczyli: falbi, Boann, PGC, Monika WWalenciakówna, DFMAM, aune92team, leito76, barats.pl, Gammera z Dżasperem, Zuzialol, piotrjot, valentin02   i w końcu pojawił się DestrojEmAll z córą! No i ja. (zawsze mam stresa, że kogoś pominę albo coś przekręcę.)
Tutaj muszę się zatrzymać na kilka chwil nad pewną postacią, która również uczestniczyła w tym evencie. Mamy wśród nas keszera, którego ja szczerze marynistycznie podziwiam. Dużo o sobie nie mówi ale popisuje na swoim blogu. Piotrjot, bo o Nim mowa to prawdziwy Wilk Morski z krwi i kości. Swego czasu wpadła mi w oko Jego strona (blog) na której opisał swoje podróże "małym żaglem" po Odrze i Warcie, które jak się okazuje nie są spokojnymi rzekami i potrafią przysporzyć wiele problemów wytrawnym żeglarzom. Czytając miałem wrażenie, że z Nim płynę i choć postanowiłem tam tylko zajrzeć to skończyłem katować zapiski późno w noc śledząc dzień po dniu zmagania z żywiołami oglądając przepiękne fotki. Bardziej niż polecam.
Event Suavisów to doskonała okazja aby pokazać, że nie samym chlebem człowiek żyje i bardziej od niego potrzeba nam pasji. Wszystko inne idzie wtedy w kąt. Płyń Piotrze a ja mogę z Tobą skoczyć na koniec świata!!!
Wracając do eventu to chyba sami przyznacie, że najciekawsze spotkania to mitingi tematyczne.
Jeszcze raz dziękujemy za zaangażowanie w pomysł i genialne wykonawstwo.

Ps. przepraszam po raz wtóry za brak przebrania. Jedynym elementem jaki przytargałem był mój brzuch bosmani, za to za rok przebiorę się za syrenkę (właściwie to za Syrenę Bosto).
To było prawdziwe 10 w skali Beauforta.
A propos: Krzysiek K. to był gość. Koniecznie odsłuchać do końca!!
udash
sześćdziesiątydziewiąty


sobota, 29 lipca 2017

GEOpyra in Croatia

8 lipca 2017 wąska reprezentacja GEOpyry odpoczywała sobie spokojnie po roku wytężonej pracy w malowniczej Chorwacji. Konkretnie na wyspie Pasman oddalonej od Poznania o równe 1300 km. Skład teamu był następujący: FK69, 87kari, leito76 i udash69. Poza nami zażywali świeżego powietrza: Alicja, Zuza, Dawid i Tymon. Mugole ale wtajemniczeni.
Wtem, równo o godzinie 17.00, w palmowym ogrodzie zjawili się też reprezentanci ale tym razem świata. Domyśliliśmy się, że przybyli, ponieważ wyczaili na mapie znaczek eventu. Tak oto zawiązało się wspaniałe spotkanie z ekipą Belgów i Słoweńców.
Gość ze Słowenii to darklugia (#2720) przybył z żoną i synem.
Przedstawicielką Belgów okazała się przesympatyczna Wingman4122  (#10225) wraz z synami i mężem. 
Tak oto zasiedliśmy do wspólnego biesiadowania przy przeogromnym okrągłym stole. Oczywiście zasiedli dorośli bo najmłodsi poszli zaraz szlifować angielski i bruk na pomoście ćwicząc zeń skoki do wody. Ciekawe tak usiąść i pogadać o wspólnej pasji z obcokrajowcami. Wierzcie mi - znajomość języka innego niż nasz to akurat najmniej potrzebna w tym przypadku rzecz choć zapewne przydatna. Można po prostu posłużyć się językiem wspólnego keszowania ruszając raźno  z innymi keszerami w teren. Dlaczego o tym piszę??? Są jeszcze wakacje i będąc na wypadzie stacjonarnym można taki event zorganizować.

Co do spotkania to chyba wystawiliśmy nam niezłą laurkę bo przybysze byli wyraźnie zaskoczeni przyjęciem jakie urządziliśmy. Żarcie, lody, piwo i wino wyraźnie smakowały gościom a miła atmosfera zatrzymała ich do późna wieczór, ba!, event zakończyliśmy wspólnym wypadem na 4 auta na pobliskie wzgórze skąd podziwialiśmy zachód słońca i oczywiście trafiliśmy kesza. 
tego kesza podjęliśmy wspólnie na zakończenie eventu.
Oczywiście na zakończenie każdy uczestnik otrzymał pamiątkowego drewniaka. Cieszy fakt, że event w Chorwacji był kolejnym (po Malcie iSzwajcarii) jaki udało się zorganizować zagramanicą.

Ps. dla zainteresowanych, którzy jeszcze nie widzieli przesyłam
LINK 
do filmu z naszej wyprawy do Chorwacji. Filmidło oczywizda o lekkim zabarwieniu geokeszingowym, bo jakież byłyby to wakacje gdyby nie było skrzynek. Precz z przewodnikami.

udash
sześćdzisiątydziewiąty

piątek, 28 lipca 2017

TB6QA1T czyli Historia jednej znajomości

10 lutego 2015 powstał TravelBug: geopyra.pl. To taki przedmiot podróżny, który porusza się (choć nie ma gier) od skrzynki do skrzynki, z kieszeni geokeszera do innej kieszeni innego keszera lub w sposób kombinowany, np. z kieszeni do skrzynki (lub odwrotnie).


Zagrabił GO ode mnie wszystkim znany aune92team i puścił dalej w szeroki świat. TB dostał również buziaka na bezpieczną drogę.
Jako, że TB nazywa się tak jak się nazywa to i destynacja (przeznaczenie - tu uśmiecham się - mimo braku górnej szóstki - do Leito76) była nieprzypadkowa. 
Zadanie do wykonania: zacumować w IDAHO. Dlaczego tam? W USA największym producentów pyrów jest właśnie ten stan. Jako, że MY - Pyrusy potejtosami nie gardzimy to i chyba teraz cel wędrówki jest dla wszystkich klarowny.
TB wędrował 898 dni i 375 razy zmieniał nosiciela i miejsce stania. W tej liczbie mieści się również ilość osób, które GO po drodze widziały i keszy które odwiedził.
Jednym słowem: każda aktywność.

Najciekawsze przygody TB geopyra.pl:
- odwiedził najsajmprzód Górzno  czyli stolicę polskiego geokeszingu i okolicę;
- został porwany dalej na evencie w Bydgoszczy przez LesnyTeam i wyruszyl z nimi na Warmię i w Małopolskę;
-  wizytował Danię i Niemcy;
- poleciał w czyjejś kieszeni do Oregonu. STOP. To tam w roku 2000 Dave Ulmer założył pierwszego kesza i tam zaczęła się zabawa dla ludzkości w geokieszink;
- tam na evencie zabrał go travelchick zostawiwszy w Stanie Łoszinkton;
- tam przechwycił go keszer Wildrose by zawieść GO finalnie do miejsca przeznaczenia czyli IDAHO.
Obecnie TB (spoczął w tej skrzynce) został przytulony przez kieszeń Pilermana i nie wiemy gdzie pojedzie dalej. Wiemy jednak, że kolejne zadanie to wrócić do Pyrlandii. Półmetek zatem za nami.
Dodam, że TB przebył 11112,2 mil (około 17890 kilometrów).

Ps. Buziak okazał się zbawienny: ORZEŁ WYLĄDOWAŁ!!!!! Życzymy udanej podróży.
Ps2. Szanowni Keszerzy - twórzcie TB.

udash
sześćdzisiątydziewiąty

czwartek, 27 lipca 2017

GEOpyry ścigały się po duktach leśnych…

 
who i who?
Około miesiąc temu niektórzy z nas (nadulka, Gammera)  debiutowali w wyścigach rowerowych w Kostrzynie. Był ból, zmęczenie i pot ale nikt nie powiedział, że to nasz ostatni raz.
Dziś postanowiliśmy wziąć udział w kolejnym wyścigu serii MTB Solid w Wilkowicach w składzie jolekka, nadulka, Gammera i maly0o. Na starcie wyścigu Solid MTB stanęło około 450 kolarzy. Zawodnicy mieli do pokonania trzy warianty tras: giga, mega i mini. My oczywiście jak na początkujących amatorów przystało zgodnie wybraliśmy trasę mini. Trasa wyścigu Solid MTB Wilkowice wytyczona była wyłącznie na terenach leśnych. Po wczorajszych deszczach czekały na nas kałuże, błoto i śliska nawierzchnia do tego korzenie, piach i wysokie trawy, liczne single tracki, zwłaszcza w okolicach wąwozu „Chiny”, podjazdy i zjazdy. Trasa liczyła ok. 25 km i pisząc z perspektywy uczestnika mogę szczerze napisać, że było suuuuper.
 Zastanawiałam się co bym powiedziała gdyby ktoś zapytał nas: ”Dlaczego bierzemy udział w wyścigach”? Żartobliwie na pewno wielu z nas by odpowiedziało, że dla „żelastwa”, które ciąży nam na szyi po dojechaniu na metę, ale tak naprawdę to jest pasja (relacjonuje nadulka. przyp. udash69). Ja kocham swój rower, uwielbiam robić wycieczki na dwóch kółkach. A przypominając sobie dzieciństwo i lata szkolne to zawsze lubiłam sport i rywalizacje. Cieszę się, że w każdym wieku można wrócić do swoich marzeń i je realizować. Poza tym sport to zdrowie a czysta rywalizacja jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Każdy z nas dał dziś z siebie wszystko i powiem wam więcej, jesteśmy coraz lepsi czego dowodem są nasze wyniki. Pyrki górą!!!

Pierwszy na mecie był maly0o, druga nadulka… potem jolekka i Gammerka. Na uczestników wyścigu czekały na mecie pyszne smakołyki, które sprawiły, że wróciły nam siły aby umyć nasze obłocone rowery;-) Szkoda tylko, że nie czekały prysznice bo też by nam się przydały;-)  Na koniec wybraliśmy się na zwycięską pizze do pobliskiej restauracji gdzie w jakiś niewyjaśniony sposób znikają paragony;-)

I to było by na tyle z tej krótkiej relacji. Już niebawem kolejne zmagania naszych szalonych GEOpyrek… Trzymajcie za nas kciuki i oczywiście ruszajcie z nami spełniać nasze sportowe marzenia… 
Pedałujący.

środa, 7 czerwca 2017

GeoPyra startuje w Kostrzyn MTB Maraton 2017


Prawie 400 zawodników wystartowało w czwartej edycji Kostrzyn MTB Maraton a wśród nich nasza nieustraszona piątka GeoPyr, którzy oprócz geocachingu pasjonują się również ostrą jazdą bez trzymanki.
Nasza reprezentacja wystąpiła w składzie: jolekka, nadulka, maly0o, escaper_poland, Gammera.
Wyścig odbywał się 4 czerwca o godzinie 11.00 a ekipa GeoPyry zameldowała się na miejscu krótko po godzinie 9.00. Wszystko po to, aby odebrać numery startowe, posprawdzać rowery i ostatni raz skorzystać z toy toyów.

Kiedy już wszystko było dopięte na ostatni guzik, nasza dzielna ekipa strzeliła sobie fotkę przed wyścigiem i dzielnie ruszyli na linię startu.



Można było wybrać jeden z następujących dystansów: 13 km, 33 km i 50 km.
Cała nasza piątka, wybrała 33 kilosy !!!!!!!!!!!!!!
Czy wyniki były ważne ??? Ależ skąd, najważniejsza jest odwaga aby zmierzyć się z własnymi słabościami, z własnymi wyzwaniami, aby nie siedzieć w domu na czterech literach i żeby udowodnić sobie, że CHCĘ, że MOGĘ !!!!!!
W wyścigu brali udział zawodowcy, ludzie którzy robią to na co dzień, ludzie którzy przygotowują się do sezonu na specjalnych obozach przygotowawczych za granicą, więc tym większe BRAWA dla naszej GEOPYRY !!!!!!
Linia startu stała się faktem !!!!



I ruszyli......... a ja czekając na nich na mecie, trzymałem mocno kciuki, za całą naszą piątkę. Byli, są i będą wielcy bo to już nie przelewki, to postawienie sobie celu a ten kto stawia sobie cele, jest KIMŚ !!
Czy wyścig był trudny ???? Kochani, a co jest w życiu łatwe ??? Wielu walczyło ze sobą, trasa w urozmaiconym terenie: asfalt, droga polna, droga leśna, droga szutrowa, pot, łzy i krew !!!!!!!!!!!! Kto przejechał, ten wie.


 


I tak czekałem na mecie, że przegapiłem naszego lidera, pierwszą GeoPyrę - escaper_poland jak pokonywał wymarzoną linię. Sorki Tomaszu !!!!!!
Ale ale.........jak to bywa w Naszej GeoPyrowskiej rodzinie, nikt nikogo nie zostawia i oczekuje na resztę ekipy, escaper również mimo iż ukończył swój udział.

Drugi na metę z naszej grupy wpada mały0o, który też już ma spore doświadczenie w tego typu wyścigach. Zmęczony ale szczęśliwy !!!!

 
Kto trzeci ??? Gammera, wujek wszystkich wujków !!!!!!!!!! Czy zmęczony??? Czy okurzony ???? A jakże, ale to szczęście w jego oczach, ten błysk, kto Go kocha ten wie. Pierwszy wyścig, pierwszy medal, czy trzeba coś więcej pisać ???????

Jako czwarta pojawia się na mecie nadulka, dla której był to również debiut w takiej imprezie. Czy szczęśliwa, oczywiście !!!! Czy ktoś, kiedyś widział nadulkę bez uśmiechu ???


Kogo brakuje ???? Jolekki - wszyscy czekamy, czekamy bo wiemy że zmaga się z kontuzją kolana a mimo tego postanowiła wziąć udział, pojechać, przejechać, zwyciężyć !!!!!! Czekalibyśmy do końca Świata i o jeden dzień dłużej, i w końcu wpada na upragnioną metę, ciesząc się a My razem z Nią !!!!

I mamy całą piąteczkę na mecie, zmęczeni ale dumni z siebie. Przekraczać swoje bariery, wytyczać cele, cały sens życia, satysfakcja której nikt nam nie odbierze.
A co później ??? Nie nie, nie uciekli do domu.......były zdjęcia, wywiady, promocja nowej kolarskiej grupy GeoPyra !!!! Tak tak, wszystko ma swoją cenę, czasami trzeba wylać litry potu i upuścić trochę własnej krwi aby BYĆ !!!

 
Ktoś mógłby się spytać, po co jechali???
Jechali, bo chcieli, bo mieli cel, wyzwanie których nie brakuje nam w życiu codziennym. Niektórzy jechali, bo chcieli mieć swój pierwszy, wymarzony medal.
Teraz ten dowód wisi dumnie na ścianie i dam sobie głowę uciąć, że to nie ostatni ich medal, bo choć byłem tylko fotografem, widzem, kibicem to widziałem, to coś po czym już wiesz, że nie odpuszczą.
 

 
 
 

 
Kończąc, chciałbym dodać że cholernie jestem z NICH dumny i mam cichą nadzieję, że GeoPyrki które doczytają to sprawozdanko do końca, dołączą do Naszej Wielkiej Piątki w kolejnych imprezach, bo naprawdę warto zobaczyć szczęście tych ludzi.
 
Z wyrazami szacunku
leito76


niedziela, 7 maja 2017

GEOpyry sprzątają ścieżkę nad Jeziorem Swarzędzkim

Dwudziestego drugiego kwietnia, pomimo niesprzyjających prognoz pogody, duża grupa ochotników stawiła się na początku ścieżki spacerowej przy Jeziorze Swarzędzkim w Zielińcu.  Powodem całego zamieszania był event CITO.
Punkt 10:00, po rozdaniu rękawiczek i worków, ruszyliśmy ścieżką w las. Pierwsze zwiady terenu przez "keszerów-spacerowiczów-naeventidących" (jeszcze przed rozpoczęciem eventu) wykazały, że roboty będzie mało. Jednak jak się mylili - już kilkanaście minut po rozpoczęciu sprzątania kilka worków było pełnych. Jednak ścieżka ciągnęła się dalej i nie można było na 100-metrowym kawałku zakończyć.
Przez kolejny kilometr (może 1,5km) grupy z wielkimi czarnymi worami, wypełniającymi się powoli śmieciami, dziwiły nielicznych jeszcze o tej porze roku spacerowiczów, biegaczy i rowerzystów, aż doszły do miejsca, w którym miało odbyć się ognisko. Stamtąd, cała ekipa poszła zdobyć kesza, zostawiwszy wcześniej worki przy śmietniku. Niestety, poszukiwania zakończyły się DNFem. Wtedy jedna część grupy (ta załamana niepowodzeniem 😉) postanowiła wrócić do ciepłych domów, a druga wróciła do worków.
Tam rozpoczęła się ciężka praca, czyli rozpalenie ogniska. Po jakimś czasie, gdy już było i drewno, i trzcina na rozpałkę, ognicho zapłonęło, a kiełbachy zaczęły skwierczeć. Wtedy też nastał czas pogaduch, wymian i wszystkiego tego, co robi się na zwykłych eventach (oraz oczywiście świętowanie 3 milionów keszy na świecie). A gdy już ognisko dogasało, zjawił się "spóźniony" bartas.pl.
Z tego miejsca chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim za przybycie i pomoc w sprzątaniu.


tekst: Xiankowaty01
foty: udash69

wtorek, 25 kwietnia 2017

GEOpyra w Istebnej

Trzynastego kwietnia na całym świecie geokeszerzy spotykali się na kebabowych eventach. A skoro jest okazja na zdobycie souvenira oraz zaplanowany wyjazd w nowe okolice, to czemu nie zrobić własnego i nie poznać lokalnych geozapaleńców. I dzięki takiemu myśleniu opublikowany został event, o jakże dźwięcznej nazwie GEOpyra w Istebnej w Wielki Czwartek.

Na evencie na zielonym stoku narciarskim pojawili się przedstawiciele 2 krajów (Czech i Polski) w stosunku 3:3 (licząc ze mną). Szkoda, że nie było żadnego Słowaka, ale może następnym razem. Ku mojemu zdziwieniu nie było prawie żadnego problemu, żeby z zagranicznymi gośćmi rozmawiać po polsku. I chociaż nie jedliśmy kebabów (ani babek 😉) myślę, że każdy z uczestników mile spędził tę godzinę swojego życia.

Żebyście nie musieli googlować, gdzie ta Istebna jest (bo mam świadomość, że nie wszyscy będą wiedzieć) - województwo śląskie, Beskid Śląski, na południe od Wisły (miejscowości, tej od Małysza). Obok niej znajduję się Trójstyk, czyli granica Polsko-Czesko-Słowacka (idealne miejsce dla statsiarzy (ale nie tylko), bo aż 3 kraje można w jeden dzień zrobić 😉). Tak w ogóle to bardzo piękne tereny - polecam na wakacje, szczególnie zimowe.

Xiankowaty01