środa, 7 czerwca 2017

GeoPyra startuje w Kostrzyn MTB Maraton 2017


Prawie 400 zawodników wystartowało w czwartej edycji Kostrzyn MTB Maraton a wśród nich nasza nieustraszona piątka GeoPyr, którzy oprócz geocachingu pasjonują się również ostrą jazdą bez trzymanki.
Nasza reprezentacja wystąpiła w składzie: jolekka, nadulka, maly0o, escaper_poland, Gammera.
Wyścig odbywał się 4 czerwca o godzinie 11.00 a ekipa GeoPyry zameldowała się na miejscu krótko po godzinie 9.00. Wszystko po to, aby odebrać numery startowe, posprawdzać rowery i ostatni raz skorzystać z toy toyów.

Kiedy już wszystko było dopięte na ostatni guzik, nasza dzielna ekipa strzeliła sobie fotkę przed wyścigiem i dzielnie ruszyli na linię startu.



Można było wybrać jeden z następujących dystansów: 13 km, 33 km i 50 km.
Cała nasza piątka, wybrała 33 kilosy !!!!!!!!!!!!!!
Czy wyniki były ważne ??? Ależ skąd, najważniejsza jest odwaga aby zmierzyć się z własnymi słabościami, z własnymi wyzwaniami, aby nie siedzieć w domu na czterech literach i żeby udowodnić sobie, że CHCĘ, że MOGĘ !!!!!!
W wyścigu brali udział zawodowcy, ludzie którzy robią to na co dzień, ludzie którzy przygotowują się do sezonu na specjalnych obozach przygotowawczych za granicą, więc tym większe BRAWA dla naszej GEOPYRY !!!!!!
Linia startu stała się faktem !!!!



I ruszyli......... a ja czekając na nich na mecie, trzymałem mocno kciuki, za całą naszą piątkę. Byli, są i będą wielcy bo to już nie przelewki, to postawienie sobie celu a ten kto stawia sobie cele, jest KIMŚ !!
Czy wyścig był trudny ???? Kochani, a co jest w życiu łatwe ??? Wielu walczyło ze sobą, trasa w urozmaiconym terenie: asfalt, droga polna, droga leśna, droga szutrowa, pot, łzy i krew !!!!!!!!!!!! Kto przejechał, ten wie.


 


I tak czekałem na mecie, że przegapiłem naszego lidera, pierwszą GeoPyrę - escaper_poland jak pokonywał wymarzoną linię. Sorki Tomaszu !!!!!!
Ale ale.........jak to bywa w Naszej GeoPyrowskiej rodzinie, nikt nikogo nie zostawia i oczekuje na resztę ekipy, escaper również mimo iż ukończył swój udział.

Drugi na metę z naszej grupy wpada mały0o, który też już ma spore doświadczenie w tego typu wyścigach. Zmęczony ale szczęśliwy !!!!

 
Kto trzeci ??? Gammera, wujek wszystkich wujków !!!!!!!!!! Czy zmęczony??? Czy okurzony ???? A jakże, ale to szczęście w jego oczach, ten błysk, kto Go kocha ten wie. Pierwszy wyścig, pierwszy medal, czy trzeba coś więcej pisać ???????

Jako czwarta pojawia się na mecie nadulka, dla której był to również debiut w takiej imprezie. Czy szczęśliwa, oczywiście !!!! Czy ktoś, kiedyś widział nadulkę bez uśmiechu ???


Kogo brakuje ???? Jolekki - wszyscy czekamy, czekamy bo wiemy że zmaga się z kontuzją kolana a mimo tego postanowiła wziąć udział, pojechać, przejechać, zwyciężyć !!!!!! Czekalibyśmy do końca Świata i o jeden dzień dłużej, i w końcu wpada na upragnioną metę, ciesząc się a My razem z Nią !!!!

I mamy całą piąteczkę na mecie, zmęczeni ale dumni z siebie. Przekraczać swoje bariery, wytyczać cele, cały sens życia, satysfakcja której nikt nam nie odbierze.
A co później ??? Nie nie, nie uciekli do domu.......były zdjęcia, wywiady, promocja nowej kolarskiej grupy GeoPyra !!!! Tak tak, wszystko ma swoją cenę, czasami trzeba wylać litry potu i upuścić trochę własnej krwi aby BYĆ !!!

 
Ktoś mógłby się spytać, po co jechali???
Jechali, bo chcieli, bo mieli cel, wyzwanie których nie brakuje nam w życiu codziennym. Niektórzy jechali, bo chcieli mieć swój pierwszy, wymarzony medal.
Teraz ten dowód wisi dumnie na ścianie i dam sobie głowę uciąć, że to nie ostatni ich medal, bo choć byłem tylko fotografem, widzem, kibicem to widziałem, to coś po czym już wiesz, że nie odpuszczą.
 

 
 
 

 
Kończąc, chciałbym dodać że cholernie jestem z NICH dumny i mam cichą nadzieję, że GeoPyrki które doczytają to sprawozdanko do końca, dołączą do Naszej Wielkiej Piątki w kolejnych imprezach, bo naprawdę warto zobaczyć szczęście tych ludzi.
 
Z wyrazami szacunku
leito76


niedziela, 7 maja 2017

GEOpyry sprzątają ścieżkę nad Jeziorem Swarzędzkim

Dwudziestego drugiego kwietnia, pomimo niesprzyjających prognoz pogody, duża grupa ochotników stawiła się na początku ścieżki spacerowej przy Jeziorze Swarzędzkim w Zielińcu.  Powodem całego zamieszania był event CITO.
Punkt 10:00, po rozdaniu rękawiczek i worków, ruszyliśmy ścieżką w las. Pierwsze zwiady terenu przez "keszerów-spacerowiczów-naeventidących" (jeszcze przed rozpoczęciem eventu) wykazały, że roboty będzie mało. Jednak jak się mylili - już kilkanaście minut po rozpoczęciu sprzątania kilka worków było pełnych. Jednak ścieżka ciągnęła się dalej i nie można było na 100-metrowym kawałku zakończyć.
Przez kolejny kilometr (może 1,5km) grupy z wielkimi czarnymi worami, wypełniającymi się powoli śmieciami, dziwiły nielicznych jeszcze o tej porze roku spacerowiczów, biegaczy i rowerzystów, aż doszły do miejsca, w którym miało odbyć się ognisko. Stamtąd, cała ekipa poszła zdobyć kesza, zostawiwszy wcześniej worki przy śmietniku. Niestety, poszukiwania zakończyły się DNFem. Wtedy jedna część grupy (ta załamana niepowodzeniem 😉) postanowiła wrócić do ciepłych domów, a druga wróciła do worków.
Tam rozpoczęła się ciężka praca, czyli rozpalenie ogniska. Po jakimś czasie, gdy już było i drewno, i trzcina na rozpałkę, ognicho zapłonęło, a kiełbachy zaczęły skwierczeć. Wtedy też nastał czas pogaduch, wymian i wszystkiego tego, co robi się na zwykłych eventach (oraz oczywiście świętowanie 3 milionów keszy na świecie). A gdy już ognisko dogasało, zjawił się "spóźniony" bartas.pl.
Z tego miejsca chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim za przybycie i pomoc w sprzątaniu.


tekst: Xiankowaty01
foty: udash69

wtorek, 25 kwietnia 2017

GEOpyra w Istebnej

Trzynastego kwietnia na całym świecie geokeszerzy spotykali się na kebabowych eventach. A skoro jest okazja na zdobycie souvenira oraz zaplanowany wyjazd w nowe okolice, to czemu nie zrobić własnego i nie poznać lokalnych geozapaleńców. I dzięki takiemu myśleniu opublikowany został event, o jakże dźwięcznej nazwie GEOpyra w Istebnej w Wielki Czwartek.

Na evencie na zielonym stoku narciarskim pojawili się przedstawiciele 2 krajów (Czech i Polski) w stosunku 3:3 (licząc ze mną). Szkoda, że nie było żadnego Słowaka, ale może następnym razem. Ku mojemu zdziwieniu nie było prawie żadnego problemu, żeby z zagranicznymi gośćmi rozmawiać po polsku. I chociaż nie jedliśmy kebabów (ani babek 😉) myślę, że każdy z uczestników mile spędził tę godzinę swojego życia.

Żebyście nie musieli googlować, gdzie ta Istebna jest (bo mam świadomość, że nie wszyscy będą wiedzieć) - województwo śląskie, Beskid Śląski, na południe od Wisły (miejscowości, tej od Małysza). Obok niej znajduję się Trójstyk, czyli granica Polsko-Czesko-Słowacka (idealne miejsce dla statsiarzy (ale nie tylko), bo aż 3 kraje można w jeden dzień zrobić 😉). Tak w ogóle to bardzo piękne tereny - polecam na wakacje, szczególnie zimowe.

Xiankowaty01

Geopyra pokonuje THORGALA

Niedziela. 23. kwietnia 2017 r. Dziś miała miejsce wcześniej zapowiadana premiera mrocznej serii THORGAL autorstwa nosferatu7. Kesze zlokalizowane w okolicy Nowego Tomyśla. Z serią postanowiliśmy się zmierzyć wspólnie z Suavis&Jarodem, mstachulem i aune92team. W tak doborowym towarzystwie zapowiadała się wspaniała zabawa. Czy tak było? Oceńcie sami ;-)

W Nowym Tomyślu byliśmy już bladym świtem, bo jak inaczej nazwać godzinę 7.00 rano w niedzielę! Po krótkim przywitaniu i pierwszej kawie wyruszyliśmy w teren. Byliśmy gotowi na zajadłą walkę o FTF-y, ale obyło się bez niej, bo byliśmy odosobnieni w zbieraniu serii. Po południu, między godz.13.00 a 14.00 dołączyła do nas jeszcze jedna Geopyra - Slimaki39.

 
Pomysł na serię bardzo fajny. Większość skrytek pomysłowa, spójna z tematem i klimatem THORGALA (niektóre skrytki ciekawie byłoby podejmować w nocy :-)). Urocze miejscówki, które nadawały niepowtarzalny klimat keszom - opuszczone domostwa, bagna, mokradła, gęsty las. 













Dodatkowo budowaniu napięcia sprzyjała aura - mgły, unoszące się opary, słońce zmieszane z niejednokrotnym gradobiciem. I... nietuzinkowe maskowania. Przywieźliśmy z wyprawy wiele zdjęć, ale pokażemy Wam tylko niektóre z nich, aby nadmiernie nie spojlerować. To tylko dwa przykłady oddające klimat serii.


video

Jak napisał w logu mstachul seria wzbudzała w nas skrajne emocje podczas pobierania  :-) Bawiliśmy się bardzo dobrze, choć były momenty irytacji - głównie związane z przekoszeniem kordów. Kesze w całej serii są bardzo urozmaicone zarówno pod względem rozmiarów (od mikro do large), pomysłowości maskowań oraz miejsc ukrycia. Wiele z nich zapamiętamy na długo. Widać duży wkład pracy autora w ich założenie. Wątpliwości mieliśmy co do niektórych zagadek - naszym zdaniem były to skrytki tradycyjne - kordy prowadziły do miejsca ukrycia kesza, a na miejscu pojemnik szybko wpadał w nasze ręce bez żadnej podpowiedzi. 

Nie wiem jak owner to zorganizował :-) ale niektóre kesze miały swoich nietuzinkowych strażników. Sforę psów, stado krów czy mrowie mrówek :-P






Do niektórych keszy nie daliśmy rady dotrzeć suchą stopą :-) Mieliśmy też okazję sprawdzić nasze zdolności inżynierskie.






Sam finał - bardzo trudny. Trzeba - oprócz spisywania pewnych znaków, co robiliśmy - starać się zapamiętać detale dotyczące każdego kesza z serii, o czym niestety nie ma mowy w listingu. Inaczej nie ustalicie kordów ukrycia finału. Mimo że podejmowaliśmy kesza w bardzo silnym zespole mieliśmy problemy z rozwiązaniem zagadki (bo finał jest zdecydowanie dwuetapową zagadką, nie klasycznym multi). Bez pomocy założyciela nie udało by nam się zapewne tego kesza znaleźć.

Seria jest wymagająca pod każdym względem: logicznym, logistycznym i czasowym. Jej podjęcie zajmuje bardzo dużo czasu. Przede wszystkim dlatego, że kesze są mocno rozproszone w trenie, co uważamy za największy minus tej serii, choć rozumiemy, że autor chciał ukryć kesze w miejscach dających im największą szansę na jak najdłuższe przetrwanie. Podjęcie całości - z małą przerwą - zajęło nam prawie 11 godzin. Na spotkanie z założycielem dotarliśmy z lekkim spóźnieniem, parę minut po 18.00.

Przemierzyliśmy w tym czasie pola i lasy...







Spędziliśmy niedzielę na świeżym powietrzu, w pięknych okolicznościach przyrody...









Niesamowitą atmosferę wyprawy zbudowała też niewątpliwie cała nasza ekipa :-) Było dużo śmiechu, zabawy, rozmów, żartów. Mimo zmęczenia dobry humor nie opuszczał nas do samego końca. Cytując jeszcze raz mstachula "na długo pozostaną wspomnienia z rzutu torebką i skoku Asia przez rowek, wrzasku przy pająku, licznych moich pomyłek w nawigacji (...), psiego hipnotyzera Mirka, odwagi Agi przy podejmowaniu "oka", zmoczonych nóg Patryka, licznych Waszych "głupawek", żartów i dużo dużo zabawy oraz niektóry przestrzelonych kordów autora, które nas nie zatrzymały."



 



Wróciliśmy do domu zmoczeni (nie tylko podającym w międzyczasie gradem, ale również wodą z bagien), zmęczeni, ale bardzo zadowoleni, że udało nam się pokonać THORGALA i przede wszystkim, że spędziliśmy przemiłą niedzielę. 
zdjęcia: mstachul, Suavis, Jarod
filmik: aune92team